(Prze) życie w Polsce.

Życie w Polsce. Już samo to zdanie brzmi śmiesznie. Bardziej realne byłoby napisanie: Przeżycie w Polsce. Jestem młodą osobą, mam 22 lata. Od 2 lat pracuję. Pochodzę z małego miasteczka pod Wrocławiem, znaleźć pracę było mi tu trudno więc logiczne dla mnie było wyjechanie za pracą. Myślę sobie – Wrocław duże miasto, duże możliwości, dużo ofert pracy no i ogólnie rzecz biorąc będę miała tam lepiej. Na pewno będę miała tam lepiej. Dodam, że nie pochodzę z jakiegoś bogatego domu, co oznacza, że rodzice nie pomagali mi w sposób finansowy z utrzymaniem się. Wyprowadziłam się. Do chłopaka, który mieszkał właśnie w wielkim mieście Wrocław więc z mieszkaniem nie miałam problemu. Byłam po szkole średniej, bez zawodu, bez niczego. Na studia też się nie wybierałam, bo po co? To już odrębny temat. W każdym bądź razie zaczęłam szukać pracy. Wiadomo, na pierwszy strzał poszły Galerie, bo tam, nie oszukujmy się, najłatwiej o pracę od zaraz, a potrzebowałam kasy. No i tak oto trafiłam do pierwszej pracy w sieciówce w Pasażu Grunwaldzkim. Popracowałam tam dosłownie 3 tygodnie. Praca po 12 godzin, 2 dni z rzędu, więc generalnie przez 2 dni nie wiedziałam jak się nazywam. Wychodziłam z domu około 8 (godzina dojazdu) a wracałam o 22. Potem nagle dzień wolnego, odsypianie, zakupy, sprzątanie i znowu praca. Generalnie zero życia. Robiłam po to by mieć z czego żyć, z czego opłacić rachunki, jeść. Na rękę miałam coś koło 6zł/h więc w zasadzie nie starczałoby mi nawet na same opłaty, gdyby nie mój facet. Po tych 3 tygodniach kiedy usłyszałam, że mam iść do pracy w Wigilię, nie wytrzymałam i zrezygnowałam. Wypłaty dostałam koło 700zł więc zbytnio nie wiedziałam co mam z tą kasą zrobić więc po świętach zabrałam się ostro za szukanie kolejnej pracy. Znowu wylądowałam w Pasażu Grunwaldzkim z braku laku. Miałam do wyboru ubezpieczenia, siedzenie na telefonie i naciąganie ludzi, na drugim końcu miasta lub sieciówkę w połowie tej drogi. Ta praca wydawała się atrakcyjniejsza. Powiedziałam sobie, że do takim samych warunków ani gorszych niż w mojej pierwszej pracy nie wrócę. Na początku zapowiadało się lepiej. Praca zmianowa po 8h, super! Nie to co wcześniej 12h. 2 zmiany – na rano i popołudnie. Myślę sobie, ekstra, chociaż będę miała czas dla siebie i na jakieś życie. Pierwszy miesiąc pracy – byłam bardzo zadowolona. Miałam same drugie zmiany ale tłumaczono mi, że po prostu jeszcze sama nie otworzę sklepu i dlatego. Mijał kolejny miesiąc a ja dalej ciągle drugie zmiany. Jak 4 razy w miesiącu miałam na 1 zmianę, cieszyłam się. Kierowniczka ustalała grafik tak, że ona była codziennie rano + miała wolne weekendy. My pracowałyśmy każdy weekend praktycznie i każde popołudnia. Wiadomo 2 dni w tygodniu wolnego. Potem zaczęłyśmy się denerwować, kierowniczka miała takie same godziny pracy co my i miało być po równo. Nie było. Nadeszło apogeum tego traktowania i masowo się zwolniłyśmy. Dodam, że naszą kierowniczką była typowa blondynka z przypadku. Nie widziała w swoim zachowaniu nic dziwnego. W tym salonie przepracowałam 3 miesiące. No i wypadałoby znowu czegoś zacząć szukać. Tym razem postawiłam na mniejszą galerię – 10min drogi autem, 20min – autobusem – ekstra! Też odzieżówka ale prywatna. Tutaj sprawa wyglądała całkiem inaczej. Lepiej. O 3 nieba lepiej. Grafik ustalałyśmy między sobą, atmosfera mega przyjemna. Weekend wolny chociaż jeden w miesiącu lub jakiś pojedynczy dzień. Wypłata też lepsza. Dodatkowo procent od sprzedaży. Ogólnie wszystko cud miód malina. Ale zaczęliśmy się z chłopakiem zastanawiać, czy takie coś nas w ogóle bawi? Takie życie żeby przeżyć. Nie zostawało nam nic by odłożyć. Cała kasa nasza wspólna to były opłaty, jedzenie, paliwo. Morze mogliśmy sobie pooglądać tylko na necie, nie wspominam nawet o za granicy. Takie życie zaczęło nie mieć dla Nas sensu totalnie. Nic dla siebie, nic do przodu. Podjęliśmy decyzje, że wyjedziemy za granicę. Po długich debatach odnośnie kraju, wybraliśmy Niemcy. Z różnych względów. Po 1 mój chłopak ma tam tatę, który siedzi już tam i pracuje ok. 20lat. Po 2 socjalne. Po 3 a może i najważniejsze – totalnie inna mentalność ludzi.  Tam nikt nikomu nie zazdrości, nie robi na złość, nie obgaduje – wiecie dlaczego? Bo nikomu tam niczego nie brakuje. Może gdyby u Nas w Polsce ludzie byliby inni lepiej by się pracowało i żyło? W jakimś małym stopniu na pewno gdyż zarobki pozostają niezmienne. Reasumując życie w Polsce to nie jest życie. Nie mówię tu o ludziach, którzy mają bogatych rodziców i znajomości, bo to zupełnie inna bajka. Mowa tu o zwykłych szarych ludziach, którzy zaczynają dorosłe życie choć może i już w nim są od lat.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s